- No to co oglądamy? - zapytał Alan siadając obok Amelki na łóżku i kładąc laptopa na kolanach.
- Ja tam mogę coś wybrać, ale, żeby potem nie było, że nie podoba ci się ten film.
- Jasne, jasne... - westchnęła szatynka, a po chwili usłyszeli pukanie do drzwi. - Proszę!
- To tylko ja. - uśmiechnęła się Marta wchodząc do pokoju córki. - Nie potrzebujecie czegoś do jedzenia, picia?
- Nie dziękujemy, wszystko mamy. - uśmiechnął się Alan. - A może posiedzi pani z nami?
- Nie, dziękuję za zaproszenie, ale zostawię was samych. - uśmiechnęła się kobieta. - To w takim razie jak niczego nie potrzebujecie to ja się pójdę położyć. Dobranoc.
- Dobranoc. - powiedzieli zgodnie Amelka i Alan, a kiedy zostali sami w pokoju włączyli film i wygodnie ułożyli się na łóżku. (...)
**********
- Dzień dobry. - powiedział Alan wchodząc do kuchni, w której krzątała się już pani Marta.
- O, dzień dobry. Myślałam, że jeszcze śpicie. - uśmiechnęła się kobieta.
- Mela jeszcze śpi, ale ja już jakoś nie mogłem. A poza tym Fado chciał wyjść na dwór.
- Rozumiem... Jesteś głodny?
- Nie, dziękuję. Zjem z Amelką, kiedy wstanie. - uśmiechnął się szatyn. - Jak się pani czuje?
- Bardzo dobrze, dziękuję, że pytasz.
- Oj tam. Po prostu martwię się o panią tak samo jak o Amelię. W końcu muszę się wami opiekować, to polecenie pana Grzegorza. - zaśmiał się chłopak.
- Mój mąż jak coś wymyśli, to naprawdę... - pokręciła głową Marta i również się zaśmiała. (...)
Obudził ją śmiech dochodzący z dołu. Zaciekawiona tym odgłosem wstała z łóżka i zarzucając na ramiona leżącą na oparciu krzesła bluzę Alana i biorąc do rąk kule zeszła do kuchni, w której była jej mama i chłopak.
- Co wam tak wesoło od rana? - zapytała wchodząc do pomieszczenia, po czym pocałowała mamę w policzek, a do Alana się przytuliła siadając mu na kolanach.
- A tak sobie rozmawiamy. - wytłumaczył Alan. - Wyspałaś się?
- Ehem... Co na śniadanie?
- Na razie nic, ale... Wolicie tosty, czy jajecznicę? - zapytała Marta.
- Tosty! - stwierdzili zgodnie.
- To w takim razie dajcie mi 10 minut i śniadanie będzie gotowe. - uśmiechnęła się kobieta.
- Dobrze mamo, to ja pójdę w tym czasie się przebrać. - powiedziała Mela i zeszła z kolan Alana, a następnie wyszła z kuchni kierując swoje kroki do pokoju, a Alan poszedł w jej ślady. Kiedy dziewczyna była już w pokoju podeszła do szafy i stanęła przed nią w celu wybrania ubrań na dzisiejszy dzień. Stała tak przez chwilę, aż poczuła ciepły oddech Alana na szyi, a jego ręce objęły ją w pasie i zacisnęły się na jej brzuchu. Mela odwróciła się przodem do chłopaka i złączyła ich usta w pocałunku. - Muszę się iść ubrać. - uśmiechnęła się biorąc do ręki ubrania.
- Jasne, idź. - uśmiechnął się Alan... Po kilku minutach Amelia wróciła do pokoju i zabierając ze sobą telefon zeszła na dół. Weszła do kuchni i od razu zajęła miejsce obok swojego chłopaka. (...)
Po skończonym śniadaniu Amelia i Alan poszli do pokoju dziewczyny i położyli się na łóżku. Mela oparła głowę o tors chłopaka, a on bawił się jej włosami. Nagle dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na szatyna.
- Mogę o coś zapytać?
- Oczywiście, pytaj. - uśmiechnął się chłopak i podniósł się wyżej opierając się o ścianę za łóżkiem.
- Pamiętasz tą piosenkę, którą mi kiedyś zaśpiewałeś? - zapytała Mela.
- Śpiewałem ci kilka piosenek. O którą ci konkretnie chodzi?
- A no tak... Chodzi mi o "Die in your arms". Pamiętasz co mi wtedy powiedziałeś jak zapytałam czy pisząc ją myślałeś o jakiejś konkretnej osobie?
- Ach, no tak. Powiedziałem ci, że tak, ale nie mogę ci powiedzieć o kogo chodzi i, że dowiesz się kiedyś.
- No właśnie... Możesz mi powiedzieć o kogo chodziło?
- A jak myślisz? - zapytał chłopak, a Amelka wzruszyła tylko ramionami.
- Gdybym się domyślała to bym cię o to nie pytała.
- Chodziło o ciebie głuptasie. - uśmiechnął się Alan całując dziewczynę w czoło. W tym samym momencie jego telefon oznajmił, że dostał wiadomość. Chłopak sięgnął po komórkę leżącą na szafce obok łóżka i odczytał wiadomość. - Mama. - powiedział szatyn napotykając pytające spojrzenie Amelki. - Kazała mi wracać do domu i zaprosić ciebie i twoją mamę na 15:00 do nas na obiad. - uśmiechnął się chłopak. - W takim razie ja się będę zbierał i widzimy się po południu. - powiedział Alan wstając z łóżka i zebrał swoje rzeczy.
- Jasne. - uśmiechnęła się Mela i również wstała z łóżka, a następnie razem ze swoim chłopakiem zeszła na dół.
- O, Alan już idziesz. - stwierdziła Marta widząc Alana zakładającego kurtkę.
- Tak, mama kazała mi wracać. Ale kazała też zaprosić panią i Amelkę do nas na 15:00 na obiad. Mam nadzieję, że mogę na panią liczyć, że pani przyjdzie, bo mama mnie chyba zabije. - zaśmiał się chłopak.
- Oczywiście. Skoro mama nas zaprasza to przyjdziemy. - uśmiechnęła się kobieta.
- To dobrze... W takim razie widzimy się po południu. - powiedział chłopak. - Do widzenia.
- Do widzenia. - powiedziała Marta i weszła do salonu.
- Do później. - uśmiechnęła się Mela.
- Pa. - powiedział Alan i pocałował dziewczynę w policzek, a następnie opuścił jej dom. (...)
"Alan przed chwilą poszedł do siebie, ale o 15:00 znowu się widzimy, bo razem z mamą idziemy do niego na obiad. :) Pani Sylwia nas zaprosiła... Nic mi się nie chce. :/ Noga mnie już tak bardzo nie boli, więc jest jakiś plus... Jutro już poniedziałek i trzeba iść do szkoły -,- pocieszam się tylko myślą, że to ostatni tydzień, a później 2 tygodnie odpoczynku = ferie. :) Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę tatę. Wczoraj rozmawiałam z Alim o tym wyjeździe i powiedział, że z przyjemnością pojedzie ze mną i mamą. Jeszcze została mi rozmowa z Karoliną i Ksawerym, mam nadzieję, że oni też się zgodzą. Chyba, że wymyślili jakiś wspólny wyjazd to ja nic nie mówię. :) Ech... Muszę się spakować i przygotować te wszystkie rzeczy do szkoły. Sprawdzić, czy nic nie było zadane, pouczyć się chociaż trochę, bo mimo, że nas przez tydzień nie było to jutro któryś z nauczycieli może nas zaskoczyć na przykład jakąś kartkówką czy czymś takim. :/ No a potem jeszcze wybrać jakieś ubrania na ten obiad u Sanchez'ów i takie tam duperele. :) Dobra, kończę i biorę się do roboty, bo im szybciej to wszystko zrobię tym lepiej. [...]"
- Amelka! - do uszu brązowookiej dotarł głos jej rodzicielki.
- Już idę mamo! - zawołała dziewczyna i wkładając telefon do kieszeni spodni złapała za kule i powoli zaczęła schodzić ze schodów.
- Gotowa? - zapytała Marta zakładając swój płaszcz.
- Tak. - uśmiechnęła się Mela zakładając kurtkę, po czym razem z mamą wyszła z domu. Marta zamknęła drzwi na klucz i razem z Amelką ruszyła na drugą stronę do domu sąsiadów... Będąc pod drzwiami zadzwoniła dzwonkiem, a już po chwili drzwi się otworzyły, a w nich ukazała się sylwetka Javiera.
- Witam nasze sąsiadki. - uśmiechnął się mężczyzna i wpuścił je do środka.
- Dzień dobry. - przywitała się Amelka i uśmiechnęła się do taty Alana. Po chwili do przedpokoju weszła również Sylwia i witając się z sąsiadkami zaprosiła je do jadalni. (...)
Siedziała z Alanem w salonie i popijając ciepłą herbatę rozmawiali o wszystkim i o niczym. Nagle wzrok Amelki padł na jedno ze zdjęć stojących na meblach - nigdy wcześniej nie zwróciła na nie uwagi. Wstała z kanapy i powoli podeszła do szafki i biorąc do ręki ramkę ze zdjęciem przedstawiającym chłopca w wieku około 12 lat spojrzała na Alana.
- Kto to? - zapytała chłopaka przerzucając wzrok na zdjęcie. Szatyn wstał z kanapy i podszedł do dziewczyny i obejmując ją w pasie powiedział:
- Mój brat. - po wypowiedzeniu tych słów uśmiechnął się nikło, a w jego oczach pojawiły się łzy. - To zdjęcie było zrobione dwa dni przed jego śmiercią. - dodał głęboko oddychając.
- Przepraszam, nie powinnam pytać. - powiedziała nieco zmieszana Amelka.
- Nic się nie stało. Powinnaś wiedzieć. - powiedział chłopak. - Theo był ode mnie 2 lata starszy. Gdyby nie to, że 8 lat temu zginął w wypadku samochodowym, który spowodował pijany kierowca za 11 dni świętowalibyśmy jego 20 urodziny.
- Przykro mi. - powiedziała Mela i przytuliła się do swojego chłopaka.
- Tak, mnie też... Ale skończmy ten temat.
- Jasne. - uśmiechnęła się delikatnie Amelka. - Gadałeś już z rodzicami o tym wyjeździe do Kanady na feriach?
- Tak. Od razu jak wróciłem do domu od ciebie. - uśmiechnął się szatyn.
- I co oni na to?
- Zgodzili się. A ty? Rozmawiałaś już z Lolą, albo Ksawerym?
- Nie. Myślałam, żeby pogadać z nimi jutro w szkole.
- Aha... Ale o ile mnie pamięć nie myli to oni dzisiaj mieli robić u Karoliny projekt na WOS. Może byśmy ich odwiedzili?
- Dobry pomysł. - uśmiechnęła się Amelka. - Tylko musimy o tym powiedzieć rodzicom.
- Jasne, chodź. - powiedział Alan i wziął Melę na ręce.
- Aaaaa! Puść mnie! - śmiała się dziewczyna.
- Co wy robicie? - zapytał Javier.
- Nic takiego... - zaśmiał się Ali stawiając Amelkę na podłodze. - Idziemy do Karoliny, bo musimy z nią pogadać.
- Dobrze, idźcie. Tylko uważaj na Amelię. - uśmiechnęła się Sylwia.
- Będę jej strzegł jak oka w głowie, w końcu jest moją dziewczyną. - uśmiechnął się chłopak. - A wy się zaopiekujcie panią Martą. - dodał po chwili.
- Dobrze, dobrze. Nie musisz się o mnie martwić Alanie. - powiedziała Marta.
- Wiem, wiem... To w takim razie my już idziemy. - zakomunikował Alan i razem ze swoją dziewczyną wyszedł z domu i powolnym krokiem skierował się w stronę domu przyjaciółki. (...)
- Dobrze, że przyszliście. Przynajmniej mamy pretekst, żeby zrobić sobie przerwę. - powiedział Ksawery siadając obok Karoliny na kanapie.
- Tak. Ten projekt jest strasznie pracochłonny. - stwierdziła dziewczyna.
- Bo wy zawsze wszystko musicie zostawić na ostatnią chwilę. - powiedziała Amelka.
- Oj tam, my wcale nie jesteśmy lepsi. - powiedział Alan. - Ale my tu kochanie nie przyszliśmy rozmawiać o tym ich projekcie.
- No tak, racja. - zgodziła się Mela.
- To w takim razie o co chodzi? - zapytał Ksawi.
- Za tydzień zaczynają się ferie i... Chciałam was zapytać, czy nie mielibyście ochoty pojechać ze mną, moją mamą i Alanem do mojego taty do Kanady. - uśmiechnęła się Mela.
- Amelka, wiesz... Pomysł fajny i w ogóle, ale... My już mamy plany i też chcieliśmy was zapytać czy nie pojechalibyście z nami, ale skoro wy jedziecie do Kanady to... - powiedziała Karolina.
- Aha, no trudno. A gdzie jedziecie?
- W góry, na cały pierwszy tydzień ferii. Ale za to w drugim tygodniu nudzimy się we Wrocławiu. - zakomunikował Ksawery.
- To dołączycie do nas w drugim tygodniu ferii. - uśmiechnął się Alan.
- To jest bardzo dobry pomysł. Jedziemy do Kanady na całe ferie, więc w drugim tygodniu do nas dołączycie. Co wy na to?
- A my na to jak na lato. - zaśmiał się Ksawery. - Prawda skarbie?
- Oczywiście. Jeśli tylko możemy przyjechać to bardzo chętnie.
- Pewnie, że możecie. - stwierdziła Amelka. (...)
"Leżę już w łóżku i zaraz idę spać, ale musiałam jeszcze wcześniej tutaj coś napisać. Dowiedziałam się dzisiaj rzeczy, która delikatnie mówiąc mnie zszokowała. oO Alan miał brata... Miał na imię Theo i zginął w wypadku samochodowym w wieku 12 lat. Jak patrzyłam na Alana, kiedy mi o tym mówił to plułam sobie w brodę, że w ogóle musiałam dostrzec to zdjęcie i zapytać kto to... Widziałam, że wspominanie brata sprawia mu ból. :( Ech, ale było minęło... Potem odwiedziliśmy Karolinę i Ksawerego, którzy robili projekt na WOS i omówiliśmy sprawę ferii. Co prawda nasze gołąbeczki jadą na tydzień w góry, ale w drugim tygodniu przyjeżdżają do Kanady. <3 Dobra, idę spać, bo oczy mi się już same zamykają. [...]"
"Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrryń!" - dźwięk budzika oznajmił, że czas wstawać do szkoły. Alan wstał z łóżka i podchodząc do szafy zgarnął z niej ubrania i wszedł do łazienki. Tam wykonał wszystkie poranne czynności, po czym wrócił do pokoju. Do plecaka wrzucił potrzebne książki i wkładając telefon do kieszeni spodni zszedł na śniadanie. W kuchni o dziwo nie zastał nikogo tylko na stole leżała kartka: "Pojechałam do babci, obiad jest w lodówce - jak wrócisz ze szkoły to sobie odgrzej. Wracam wieczorem, tata pojechał na 2 dni do Warszawy na jakąś konferencję. Całuję, mama."
- Czyli kolejne 2 dni bez taty. - Alan pokręcił głową z dezaprobatą i wyjął z szafki miseczkę, do której nasypał płatków, po czym zalał je zimnym mlekiem i zaczął jeść śniadanie... Kiedy skończył pozmywał po sobie i zakładając kurtkę złapał kluczyki do swojego samochodu i wyszedł z domu kierując się do domu Amelii. Kiedy stał przed drzwiami zadzwonił dzwonkiem, a już po chwili stała przed nim pani Marta. - Dzień dobry. - uśmiechnął się chłopak.
- Dzień dobry Alanie. Wejdź. Amelka zaraz zejdzie, dopiero przed chwilą wstała.
- Dobrze, poczekam.
- Jesteś może głodny? Mama wyjechała z samego rana, ale jeszcze zdążyła do mnie zadzwonić i powiedzieć, żebym dopilnowała, żebyś nie szedł głodny do szkoły. - zaśmiała się kobieta.
- Cała mama... Nie, nie jestem głodny. Zjadłem przed chwilą śniadanie. Ale dziękuję, że pani pyta. - powiedział chłopak.
- Oj tam... O, dzień dobry śpioszku. - powiedziała Marta, kiedy Amelka weszła do kuchni.
- Cześć mamo. - powiedziała dziewczyna i ziewnęła. - Cześć kochanie. - dodała i pocałowała swojego chłopaka w policzek, a następnie odstawiając kule usiadła do stołu.
- Cześć. Widzę, że się nie wyspałaś. - stwierdził Ali spoglądając na Amelkę.
- Amerykę odkryłeś. - powiedziała szatynka i ponownie ziewnęła. - Mamo, mogłabym poprosić kawę? Jak się jej teraz nie napiję to chyba zasnę na ławce w szkole.
- W takim razie zrobię ci tą kawę. Alan?
- Nie, ja dziękuję. Naprawdę. - uśmiechnął się chłopak.
- Ja miałam problem z wstaniem o 7:15, a ty o tej porze to już chyba tu byłeś i nie chcesz kawy?
- No tak, ja w przeciwieństwie do ciebie się wyspałem.
- No tak... O Boże, już 7:35?! Spóźnimy się do szkoły! - spanikowała Amelia.
- Spokojnie Meli. Pojedziemy moim samochodem. Przecież i tak byś nie dała rady dojść pieszo aż do szkoły. Nie zapominaj, że masz złamaną nogę.
- Fakt.
- No widzisz. Więc teraz spokojnie skończ jeść śniadanie. - powiedział Alan i uśmiechnął się do swojej dziewczyny, a ona odwzajemniła gest. (...)
Siedzieli całą czwórką przed salą od języka angielskiego i czekali na nauczycielkę, która spóźniała się już 15 minut. Reszta klasy gdzieś się rozeszła, ale oni nie mieli na to ochoty, woleli zostać pod klasą i poczekać na panią Lewczak.
- Szkoda, że to pierwsza, a nie ostatnia lekcja. - powiedział Ksawery.
- Czemu? - zapytała Amelka spoglądając na przyjaciela.
- No bo pani Lewczak spóźnia się już 15 minut. Gdyby to była ostatnia lekcja moglibyśmy iść do domu.
- No racja. A tak to musimy siedzieć i na nią czekać. - skrzywiła się Karolina.
- Oj tam, nie narzekajcie... - powiedział Alan uśmiechając się do przyjaciół.
- My narzeka...
- O proszę, nasza sierota, która chodzić nie umie ze swoim królewiczem i poddanymi. - zaśmiała się szyderczo Milena.
- Daruj sobie, nie mam ochoty się dzisiaj z tobą kłócić Milena. - powiedziała Amelia.
- A to nowość. Cóż to się takiego stało? Tatuś zostawił ciebie i twoją mamę dla jakiejś dziwki spod latarni? - zakpiła Luiza.
- Zamknij się Szilberg jeśli nie chcesz mieć złamanego nosa! - krzyknęła Karolina.
- Lola, daj spokój. - szepnęła do przyjaciółki Mela.
- Jej ojciec nie jest taki jak twój Luiza... Żeby co noc zabawiać się z inną kobietą, a jego żona i dzieci, żeby nie miały z czego wyżyć. - powiedział Alan, na co w oczach Luizy zabłysnęły łzy, ale dziewczyna nie pozwoliła im wypłynąć. Zabolały ją słowa chłopaka, bo powiedział prawdę, której nikt nie powinien znać...
- O czym ty gadasz Sanchez?! Zmysły postradałeś? - zaśmiała się Milena. - To, że twoja dziewczyna uszkodziła sobie nogę to widać, ale nie myślałam, że aż tak cię to ruszy, że postradasz rozum.
- Myślisz, że mi tym dokuczysz? O nie... Mnie nie jest tak łatwo wyprowadzić z równowagi. - uśmiechnął się kpiąco Alan.
- Jeszcze zobaczy...
- Dzień dobry kochani. Przepraszam was za spóźnienie. - powiedziała pani Lewczak podchodząc do grupy uczniów. - Wchodźcie do klasy.
- Nic się nie stało proszę pani. - odpowiedziała z uśmiechem Karolina i razem z resztą koleżanek i kolegów z klasy weszła do pomieszczenia. (...)
______________________________________________________________
no i jest! 22 rozdział za nami :) jak wrażenia po przeczytaniu?
Nikaa. ♥
CZYTASZ = KOMENTUJESZ