czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 25


          Karolina i Ksawery siedzieli w szpitalnej poczekalni i czekali na moment, w którym będą mogli wejść do gabinetu ginekologa. Lola ciągle zagryzała nerwowo wargi i bawiła się rękawem bluzy, którą miała na sobie, natomiast Ksawery siedział z głową podpartą rękami. Po chwili chłopak spojrzał na blondynkę, siedzącą obok niego.
          - Nie denerwuj się kochanie. - powiedział Ksawery, obejmując dziewczynę ramieniem. 
          - Jak mam się nie denerwować? Zaraz dowiem się, czy jestem w ciąży, czy nie... Jeśli to był fałszywy alarm to odetchnę z ulgą, ale jak nie? Jak ja o tym powiem rodzicom? Przecież oni mnie zabiją. - rozpłakała się dziewczyna.
          - Ciii... Nie mów tak. Będą szczęśliwi, mogę ci to nawet przyrzec tylko nie płacz, proszę. Już... wszystko będzie dobrze. Jeśli jesteś w ciąży to powiemy o tym razem twoim rodzicom, ok? 
          - Dobra... - powiedziała Lola, wytarła mokre policzki i uśmiechnęła się delikatnie. 
          - Dzień dobry. Pani Karolina Kowalska? - zapytała jedna z pielęgniarek, podchodząc do blondynki.
          - Tak to ja. - odpowiedziała dziewczyna, wstając z zajmowanego miejsca, to samo uczynił Ksawery.
          - Zapraszam, doktor Olszewska już na panią czeka. - powiedziała kobieta, uśmiechając się.
          - Dziękuję... A przepraszam, czy mój chłopak może wejść ze mną? 
          - Tak, oczywiście. Proszę. - odpowiedziała pielęgniarka i wpuściła Karolinę i Ksawerego do gabinetu. 
          - Dzień dobry. 
          - Dzień dobry. - uśmiechnęła się lekarka, siedząca za biurkiem i spojrzała w stronę Loli z uśmiechem na ustach. - Co was do mnie sprowadza? 
          - Wydaje mi się, że jestem w ciąży. - powiedziała Karolina.
          - Rozumiem... Robiłaś test, czy od razu przyszłaś do mnie? 
          - Tak, robiłam test i wynik był pozytywny, ale podobno test nie daje stuprocentowej pewności, więc postanowiłam przyjść się upewnić. - uśmiechnęła się nikło blondynka. 
          - Dobrze, w takim razie zapraszam na USG. Oczywiście twój chłopak może być przy badaniu. - uśmiechnęła się kobieta spoglądając na Ksawerego. - Zapraszam. - dodała wskazując niewielkie pomieszczenie, w którym znajdował się ultrasonograf. (...)

          - Tym razem test się nie pomylił. Jesteś w ciąży... - zakomunikowała pani doktor. - Spójrzcie. To jest wasze dziecko. - uśmiechnęła się kobieta, wskazując na monitorze niewielką 'plamkę'. Kiedy Lola usłyszała te słowa zaczęła płakać. 
          - Skarbie, nie płacz. Wszystko będzie dobrze. - pocieszał dziewczynę Ksawery, szepcząc jej do ucha. 
          - Proszę, możesz wytrzeć brzuch. - powiedziała lekarka, podając Karolinie chusteczkę. - Rozumiem twoje zachowanie. Jesteś młoda i możesz się martwić tym jak wiadomość o twojej ciąży przyjmą rodzice, ale uwierz, że teraz przeżywasz najwspanialszy okres w życiu kobiety. A rodzicami się nie przejmuj, pogodzą się z tym i jeszcze będą bardziej się przejmować niż ty. - powiedziała kobieta, uśmiechając się do blondynki. - No, a poza tym masz wspaniałego chłopaka, któremu na tobie zależy i ci pomoże. Mam rację? 
          - Oczywiście, że tak. - powiedział Ksawery. 
          - No widzisz. Nie masz się czym martwić... Na następną wizytę przyjdź za 3 miesiące. Na razie nie widzę żadnych niepokojących rzeczy, więc nie ma potrzeby, żebyś przychodziła do mnie wcześniej. No chyba, że sama byś coś zauważyła. 
          - Dobrze, dziękuję pani doktor. - uśmiechnęła się Lola.
          - Nie dziękuj. Trzymam kciuki za rozmowę z rodzicami. No i do zobaczenia za jakiś czas. - powiedziała kobieta, uśmiechając się promiennie.
          - Do widzenia. - powiedział Ksawery, a Karolina tylko się uśmiechnęła i obydwoje wyszli z gabinetu. (...) 

          Amelia i Alan siedzieli w salonie w domu chłopaka i oglądali telewizję. W kuchni Sylwia gotowała obiad. Nagle w całym domu rozbrzmiał dzwonek.
          - Synku, możesz otworzyć? Mam brudne ręce. - powiedziała kobieta.
          - Jasne mamo. - powiedział szatyn i uśmiechając się do swojej dziewczyny wyszedł z salonu, kierując się do przedpokoju. Podszedł do drzwi i nacisnął na klamkę. - O, cześć wam. - powiedział i przywitał się z Karoliną i Ksawerym. - Wchodźcie. 
          - Kto to? - zapytała mama Alana.
          - Karolina i Ksawery. - odpowiedział chłopak.
          - O, witajcie. - uśmiechnęła się kobieta wychodząc z kuchni. 
          - Dzień dobry... Cześć Mela. 
          - Hej. - powiedziała dziewczyna, wstając z kanapy i przytuliła przyjaciół. - No i jak? - zapytała, spoglądając na Karolinę.
          - Jestem w ciąży. - powiedziała dziewczyna i głęboko odetchnęła. - Ale jest ok. Boję się tylko reakcji rodziców. 
          - Oj tam, rodzicami się nie przejmuj. Będą musieli to zaakceptować, w końcu jesteś pełnoletnia. - powiedział Alan. 
          - Tak, Ali ma rację. Nic się nie martw skarbie. - powiedział Ksawi, obejmując blondynkę, a ona się uśmiechnęła. - A co tam w szkole? 
          - W szkole, jak w szkole. Za tydzień jest sprawdzian z chemii... - zakomunikował Alan.
          - Już za tydzień? Dopiero zaczęliśmy drugie półrocze, a tu już sprawdzian. - skrzywił się Ksawery. 
          - No, niestety... Ale nic na to nie poradzimy. 
          - Właśnie. Ale mam lepszego newsa. - uśmiechnęła się Amelka. - Milena ma kolejny obiekt do uwodzenia... 
          - Kogo? - zapytała Lola.
          - No jak to kogo? Naszego nowego kolegę - Wojtka. Dziwny ma gust, kto by chciał takiego debila.
          - Amelka, nie przesadzaj. Sama z nim dzisiaj rozmawiałaś. - powiedział Alan.
          - Tak i dlatego stwierdzam, że to debil. 
          - No niech ci będzie. - westchnął szatyn. (...) 


**********


          "Jej... Za 9 miesięcy będę 'ciocią'. :) Lola była dziś z Ksawim u ginekologa i potwierdził się wynik testu - jest w ciąży. Z jednej strony bardzo się tego wszystkiego boi - a w szczególności reakcji rodziców, ale z drugiej cieszy się - widać tą radość w jej oczach. :) Ksawery ma tak samo... Ale ja w nich wierzę, wiem, że dadzą sobie radę, a jak nie to przecież mają mnie i Alana. :) A właśnie... Już za 2 dni... WALENTYNKI! <3 Zastanawiam się właśnie jaki prezent dla mojego mężczyzny będzie odpowiedni... Ale nic nie przychodzi mi do głowy. Może mama mi pomoże? Zdecydowanie muszę z nią pogadać i właśnie to będę czynić. :) [...]"


***** W tym samym czasie... *****


          - Mamo, tato chciałabym... A raczej chcielibyśmy Wam o czymś powiedzieć. - powiedziała Karolina, wchodząc razem z Ksawerym do salonu, w którym byli jej rodzice. 
          - Mamy się bać? - zażartowała Monika, spoglądając na spiętą córkę i jej chłopaka. 
          - Nie przesadzaj kochanie, to na pewno nic strasznego. - powiedział Krzysztof i uśmiechnął się delikatnie, wskazując na kanapę. Karolina i Ksawery zajęli miejsca na kanapie, ale żadne z nich się nie odzywało. - Słuchamy was... 
          - No tak... Więc... Tylko się nie denerwujcie i przyjmijcie to ze spokojem. Jestem już dorosła, odpowiedzialna, więc... - zaczęła Lola.
          - Kochanie, my to doskonale wiemy, więc do rzeczy. - uśmiechnęła się mama dziewczyny. Blondynka spojrzała na Ksawerego, siedzącego obok niej, a on uśmiechnął się pokrzepiająco i złapał swoją dziewczynę za rękę, dodając jej otuchy. 
          - No więc... Jestem w ciąży. - wydusiła z siebie w końcu Karolina i patrzyła na rodziców, czekając na ich reakcję. Dziewczyna spodziewała się tego, że wściekną się, nakrzyczą na nią, czy jeszcze coś innego, ale nie... Oni przyjęli to ze spokojem. Monika nawet uroniła kilka łez, łez szczęścia, a Krzysztof po kilku sekundach od otrzymania wiadomości, że będzie dziadkiem otoczył córkę ramionami i pocałował ją w czoło. 
          - To cudowna wiadomość kochanie. - wyszeptała przez łzy mama Loli, po czym przytuliła córkę i dodała: - Jeśli będziecie potrzebować pomocy w opiece nad dzieckiem, a na pewno będziecie potrzebować, to możecie się do nas zgłosić. Teraz z resztą też. 
          - Dziękujemy mamo. - uśmiechnęła się blondynka i przytuliła się do Ksawerego. (...)  


**********



          Amelkę obudził dźwięk, dzwoniącego telefonu. Dziewczyna otworzyła oczy i sięgnęła po telefon, po czym nacisnęła zieloną słuchawkę i przyłożyła komórkę do ucha. 
          - Halo? - powiedziała zachrypniętym głosem.
          - Cześć skarbie, obudziłem cię? - w słuchawce odezwał się Alan.
          - Hej. No tak, obudziłeś, ale i tak za chwilę dzwoniłby budzik, więc nic się nie stało... Czemu dzwonisz? - zapytała Mela, wstając z ciepłego łóżka. 
          - Muszę jeszcze przed szkołą pojechać do Justyny i nie zdążę po ciebie wpaść. Będziesz musiała jakoś sama dotrzeć do szkoły. 
          - Już myślałam, że to coś gorszego. - zaśmiała się Amelka. - Poradzę sobie, nie musisz się martwić. - dodała, otwierając szafę i szukając ubrań na rozpoczynający się dzień. 
          - Na pewno? - zapytał Alan.
          - Oczywiście. Zobaczymy się w szkole. Pozdrów Ikę ode mnie. 
          - Ok, pozdrowię... Kocham cię. Do zobaczenia. 
          - Ja ciebie też, papa. - powiedziała Mela, rozłączając się i rzuciła telefon na łóżko, po czym wyjęła z szafy ubrania, i odkładając je na fotelu skierowała się ze swoim psem na dół. (...)

          Wyszła z domu i skierowała swoje kroki w stronę szkoły. Przechodziła właśnie obok domu Karoliny, kiedy obok niej z dość dużą prędkością przejechał samochód, który po chwili z piskiem opon zahamował i cofnął się w jej kierunku. Nieco zaskoczona dziewczyna przystanęła. Szyba samochodu się opuściła, a oczom Amelii ukazał się... Wojtek. 
          - Cześć, może cię podwieźć? - zapytał chłopak z uśmiechem na ustach. 
          - Wolałabym nie. - powiedziała Amelka i ponownie ruszyła w stronę szkoły.
          - Ale przecież i tak zmierzamy w to samo miejsce, więc... No nie daj się prosić. Przecież cię nie ugryzę. - zaśmiał się chłopak, ale natychmiast zamilkł, bo został zmierzony groźnym wzrokiem przez szatynkę. - No to jak, wsiadasz? Czy wolisz marznąć i iść na piechotę? 
          - Dobra, ale żeby nie było, że cię lubię. - zaznaczyła Amelia i wsiadła do samochodu.
          - I tak wiem, że jest inaczej. - powiedział Wojtek, zerkając na dziewczynę i delikatnie się uśmiechnął. 
          - Jestem aż tak przewidywalna? 
          - Czyli jednak... 
          - Ale co?
          - Lubisz mnie. 
          - Ja tego nie powiedziałam... No, ale... Powiedzmy, że jestem neutralnie do ciebie nastawiona, nic do ciebie nie mam. Co nie zmienia faktu, że jesteś idiotą. 
          - Ojć, ranisz moje uczucia. A dzisiaj przecież Walentynki... - powiedział chłopak, łapiąc się teatralnie za serce i wybuchnął śmiechem. 
          - Na mnie takie tkliwe kawałki nie działają. - powiedziała szatynka, a w myślach dodała: - Jaki on ma słodki śmiech... Nie! Amelka, stop - masz chłopaka, ogarnij się dziewczyno. 
          - Ej, jesteś tutaj? - zapytał Wojtek, machając ręką przed oczami Meli.
          - Co? O co chodzi? 
          - Odleciałaś na chwilę. - wyjaśnił chłopak i zaparkował na szkolnym parkingu. (...)

          Wjechał na szkolny parking w tym samym momencie, kiedy Amelia wysiadała z samochodu Wojtka. Zaparkował samochód i wysiadł, a następnie podszedł do swojej dziewczyny i objął ją od tyłu w talii. 
          - Cześć. Ominęło mnie coś? - zapytał z uśmiechem na ustach. 
          - Cześć Alan... Dobra, ja wam nie przeszkadzam. Widzimy się na lekcji. - powiedział Wojtek i szybko się ulotnił, zostawiając Amelię i Alana samych. 
          - Hej. - uśmiechnęła się Mela i pocałowała chłopaka. - Co cię miało ominąć? - zapytała, łapiąc Alana za rękę.
          - Jechaliście razem do szkoły i się nie pozabijaliście... Amelia Starska zaczyna lubić Wojtka Mrozka, nie wierzę. 
          - Przestań. Nie powiedziałam, że go lubię... 
          - Ale też temu nie zaprzeczasz. - uśmiechnął się chłopak, a Mela skrzywiła się na te słowa. - Oj, no. Nie rób takiej miny... Przecież nie zabraniam ci go lubić. 
          - Wiem przecież... - powiedziała Amelka i obydwoje poszli pod klasę, w której miała odbyć się ich pierwsza lekcja - WOS. 
          - A właśnie. Zarezerwuj dla mnie czas po szkole. - powiedział Alan, nachylając się nad uchem Amelki i delikatnie przygryzł jego płatek, na co Mela zareagowała delikatnym uśmiechem.
          - Aż się boję o co chodzi. 
          - Nie musisz. Nic takiego... Po prostu chcę ten wieczór spędzić z moją dziewczyną. W końcu to Walentynki. 
          - Oj, wiem, wiem. - uśmiechnęła się szatynka i pocałowała Alana w policzek. (...) 

**********



          Wyszli całą czwórką ze szkoły i skierowali się na parking. Karolina i Ksawery wieczór i popołudnie również spędzali razem - wybierali się do kina, a później na kolację i spacer. Zgodnie stwierdzili, że skoro spodziewają się dziecka muszą zachowywać się doroślej, na co Amelka i Alan zareagowali śmiechem. 
          - Nie śmiejcie się. Musimy przystosowywać się do nowej sytuacji. - powiedział Ksawery obejmując Lolę w talii.
          - Dokładnie. Ale wy i tak nie zrozumiecie. - powiedziała blondynka.
          - Ale my to rozumiemy, tylko nie wyobrażamy sobie was poważnych. - zakomunikowała Amelia.
          - Aaa .. No to inna sprawa. - uśmiechnął się Ksawi. - Dobra, my się już pożegnamy. Do jutra gołąbeczki, tylko nie narozrabiajcie. 
          - Bardzo śmieszne. Wam takie słowa nie pomogły... - powiedział Alan. 
          - No właśnie, więc nie popełniajcie naszego błędu. - stwierdziła Karolina i wytknęła język w kierunku przyjaciół. - Do jutra. - uśmiechnęła się jeszcze i wsiadła do samochodu, a już po chwili obok niej pojawił się Ksawery i odjechali... 
          - Mam coś dla ciebie. - zakomunikował Alan, uśmiechając się do Amelki i wyjął z samochodu bukiet róż i łańcuszek z wisiorkiem w postaci literki "A". - Kocham cię. - powiedział, wręczając dziewczynie prezent, po czym ją pocałował i zapiął łańcuszek na szyji dziewczyny. 
          - Dziękuję. - uśmiechnęła się Mela. - Też cię kocham. - dodała, przytulając się do Alana. 
          - Jedziemy do domu? - zapytał szatyn.
          - Ty podejmujesz decyzję, podobno miałam zarezerwować dla ciebie czas, więc...
          - No już tak nie filozofuj mądralo. Mam jeszcze jedną niespodziankę. - powiedział tajemniczo Alan i wsiadł do samochodu. (...) 

          Spacerowali po ulicach Wrocławia, rozmawiając o wszystkim i o niczym, po prostu spędzali razem miło czas... Dochodziła już 18:00, a oni nadal chodzili ulicami i nie zważali na to, że jest już ciemno. Po chwili dotarli do mostu zakochanych, który w zimowej aurze wyglądał wyjątkowo. Rzeka, która tej zimy nie była pokryta lodem odbijała światła lamp, świecących wzdłuż brzegu, natomiast lampy, świecące na moście idealnie okalały swoim blaskiem wszystkie kłódki zawieszone na poręczach mostu. 
          - Jak tu ślicznie. - westchnęła Amelka. - Mimo, że mieszkam tutaj już tyle lat nie miałam jeszcze okazji przyjść na ten most o tej porze. A szkoda, bo widok jest piękny.  
          - Tak, masz rację. Śliczny widok, tak śliczny jak ty. - powiedział Alan, stając za Melą, i opierając brodę na ramieniu dziewczyny. 
          - Ale słodzisz... 
          - Wcale nie. - uśmiechnął się chłopak. Po chwili wyjął z kieszeni kurtki niewielką kłódkę z wyrytym napisem: "Amelia i Alan - 01.01.2012r. 'Nasza miłość przetrwa wiecznie.'<3" i zaczął nią obracać w dłoniach. 
          - Co tam masz? 
          - Kłódkę. - uśmiechnął się chłopak. - Znajdź miejsce, w którym będziemy mogli ją przypiąć. - dodał, spoglądając na dziewczynę. 
          - Poważnie? - zapytała Mela, a w odpowiedzi otrzymała twierdzące skinienie głową Alana. - Ale wiesz, że jeśli ją tu przypniemy to będziemy musieli wytrzymać ze sobą całe życie? 
          - Wiem i jestem na to gotowy. 
          - No to w takim razie przypnij ją... tutaj. - Amelka wskazała miejsce, w którym nie wisiała jeszcze żadna kłódka i promiennie się uśmiechnęła. Alan zapiął kłódkę we wskazanym przez Melę miejscu i...
          - Wyrzucamy? - zapytał, pokazując kluczyk.
          - No oczywiście. Na "trzy, cztery". 
          - Trzy...
          - Czte...
          - Ry... - powiedzieli wspólnie i wyrzucili kluczyk do rzeki, płynącej pod mostem. 
          - Kocham cię Alan. - wyszeptała Amelia, patrząc chłopakowi głęboko w oczy i uśmiechnęła się. 
          - Ja też cię kocham. Kocham cię i będę cię kochać aż do śmierci. A jeśli istnieje życie po śmierci to wtedy też będę cię kochał. - powiedział chłopak, a następnie przytulił Melę i wpił się w jej wargi. (...)

          - Też mam coś dla ciebie. - powiedziała Amelka, uśmiechając się tajemniczo do Alana, kiedy byli już pod domem dziewczyny. 
          - Nie musisz mi nic dawać, ważne, że jesteś. 
          - Oj tam, zawsze tak mówisz. Poczekaj chwilkę... - poprosiła, po czym wbiegła do domu i już po dosłownie minucie była z powrotem obok Alana. - Proszę, to dla ciebie. - powiedziała i podała chłopakowi ozdobną torebkę z prezentem. Ali zaglądnął do środka, a na jego twarz wkradł się uśmiech. W torebce znajdował się kubek ze zdjęciem Meli i napisem: "Kocham Cię!" oraz ramka w kształcie serca z ich wspólnym zdjęciem. - No i jak? Podoba ci się?
          - Oczywiście, że tak skarbie. Dziękuję. - uśmiechnął się szatyn i przytulił swoją dziewczynę... - Dobra, leć już do domu, bo zimno jest. Nie chcę, żebyś się przeziębiła. 
          - No dobra, dobra... To lecę. Widzimy się jutro. - powiedziała Amelka i już miała się odwrócić i wejść do domu, ale Alan ją zatrzymał. - O co chodzi?
          - Nie zapomniałaś o czymś? 
          - Nie? 
          - No wiesz...
          - Żartowałam przecież. - zaśmiała się szatynka. - Do jutra. - powiedziała i pocałowała Alana, po czym z ogromnym uśmiechem na ustach podążyła do drzwi.
          - Do jutra... Pozdrów mamę! 
          - Ok. Pa! - zawołała dziewczyna i weszła do domu. (...) 

          "To były najwspanialsze Walentynki jakie kiedykolwiek przeżyłam. :) A to za sprawą tego, że spędziłam je z chłopakiem, którego kocham, i który kocha mnie - wiem to, bo... Byliśmy dzisiaj na moście zakochanych i... Dzisiaj znalazła się na nim kolejna kłódka - Nasza kłódka. <3 Mam nadzieję, że nie będziemy za jakiś czas żałować tego, że ją tam umieściliśmy... 
          A tak w ogóle to rano jechałam do szkoły z Wojtkiem. oO Dziwne, ale prawdziwe. Alan był rano u Justyny, a ja szłam pieszo do szkoły, aż tu nagle koło mnie zatrzymuje się samochód Wojtka, więc... Wsiadłam - nie miałam ochoty marznąć. 
          Ech... Idę spać. Jutro już piątek, początek upragnionego weekendu. :) Muszę jakoś tylko przeżyć matematykę - najgorsza lekcja jutro, reszta będzie luźna, ale matma to zło! [...]"

**********


          Po wyjściu z klasy matematycznej Mela udała się do swojej szafki, żeby zostawić niepotrzebne książki. Otworzyła drzwiczki szafki, a z jej wnętrza wypadła czerwona koperta. Szatynka włożyła książki do szafki, zostawiając w torebce tylko podręcznik do francuskiego i podniosła kopertę. Obejrzała ją dokładnie, ale nic na niej nie było napisane, więc ją otworzyła i wyjęła ze środka... kartkę walentynkową. Amelka zastanowiła się od kogo ona może być, ale nikt jej nie przyszedł do głowy, więc schowała kartkę z powrotem do koperty i z uśmiechem na ustach włożyła ją do torebki, po czym poszła pod klasę... 
          - Gdzie ty się podziewałaś? - zapytał Alan, poklepując swoje kolana, a Amelia usiadła na nich i pocałowała chłopaka w policzek. 
          - Odnosiłam książki do szafki. 
          - Aha... Idziemy gdzieś wieczorem? 
          - Nie wiem, nie mam pomysłu, gdzie moglibyśmy pójść. - wzruszyła ramionami dziewczyna. 
          - No to może nigdzie nie wyjdziemy, ale posiedzimy w domu? Co ty na to?
          - Świetny pomysł. U ciebie czy u mnie? 
          - Może tym razem u mnie? Twoja mama już pewnie ma dość moich wizyt. 
          - Nie prawda. Jesteś teraz jedynym mężczyzną, który do nas przychodzi codziennie. - uśmiechnęła się Amelka i w tym samym czasie zadzwonił dzwonek, oznajmujący rozpoczęcie ostatniej lekcji. (...) 

          - Nareszcie weekend. - westchnęła Karolina zakładając torbę na ramię i wyszła z przyjaciółmi ze szkoły. 
          - Masz rację. Ten tydzień był jakąś porażką, ale w końcu będziemy mogli od tego odpocząć. - uśmiechnęła się delikatnie Amelka w stronę przyjaciółki. 
          - Tak, ale przyszły tydzień też nie zapowiada się za fajnie. 
          - Oj tam, na razie jest weekend i nie myślcie o tym co będzie w przyszłym tygodniu. - powiedział Alan. - Macie jakieś plany na jutro? 
          - Nie, żadnych planów. A dlaczego pytasz? - zapytał Ksawery, spoglądając na przyjaciela. 
          - A tak tylko. Może poszlibyśmy jutro na lodowisko? 
          - Lodowisko? Co ty kombinujesz? - zapytała Mela patrząc podejrzliwie na Alana. - Chcesz, żebym znowu złamała nogę? Nie umiem jeździć na łyżwach. 
          - To cię nauczę. - uśmiechnął się szatyn w stronę swojej dziewczyny. - A co wy na to? Macie ochotę iść z nami? 
          - W sumie czemu nie, i tak nie mamy nic lepszego do roboty, więc... Pójdziemy. - powiedziała z uśmiechem Karolina. 
          - Super. - ucieszył się Alan. - Ale... nie będziemy sami, będzie z nami jeszcze jedna dziewczyna. - dodał, spoglądając na Amelkę i delikatnie się uśmiechnął, a ona już wiedziała o kogo chodzi.
          - Kto? Stary powiedz. - poprosił Ksawery. 
          - Nie mogę wam powiedzieć. Zobaczycie jutro. 
          - Ech... Ale Amelka wie, to czemu my nie możemy?
          - Ona wie, bo ją zna, a wy ją poznacie dopiero jutro. - zakomunikował Alan. - A teraz przepraszam państwa, ale razem z panią Sanchez chciałbym udać się do domu. 
          - Panią Sanchez? - zapytała Mela, patrząc na Alana. 
          - No nie powiesz mi chyba, że ci się nie podoba. 
          - Podoba i to aż za bardzo, więc uważaj, bo się przyzwyczaję. - zaśmiała się dziewczyna. - Dobra, ale my poważnie będziemy lecieć. Zdzwonimy się jakoś i dogadamy szczegóły jutrzejszego wyjścia, ok?
          - Dobra, dobra. - uśmiechnął się Ksawi. (...) 

          Weszła do domu i pierwszą rzeczą jaką zrobiła było wejście do kuchni, w której była jej mama. Amelia podeszła do rodzicielki i mocno ją przytuliła, Marta uśmiechnęła się do siebie i odwzajemniła gest, całując córkę w czoło.
          - Stało się coś? - zapytała kobieta, odsuwając się od córki. 
          - Nie, wszystko ok. Musiałam się do kogoś przytulić. - odpowiedziała Mela i zdjęła kurtkę. 
          - I wybrałaś mnie, a nie Alana - jakie to słodkie. 
          - Przestań. Wolałam przytulić się do ciebie, bo dawno już tego nie robiłam, a do niego przytulam się prawie bez przerwy, więc...
          - Oj, no dobrze, nie tłumacz się już tak. Głodna? 
          - Strasznie. - uśmiechnęła się Amelka. 
          - No to myj ręce i siadaj... - powiedziała Marta, a szatynka wykonała jej polecenie, po czym wróciła do kuchni i usiadła do stołu... 
          - Gdzie się podziewa Fado? - zapytała Amelia odsuwając od siebie talerz.
          - Nie wiem, biegał tutaj gdzieś... 
          - Fado! - zawołała brązowooka, a już po chwili na podłodze w przedpokoju dało się słyszeć tupot łapek psa, a on sam po chwili pojawił się w kuchni i podbiegł do Amelii. - Cześć maluchu. Idziemy na spacer? - zapytała dziewczyna, a Fado zaszczekał i wesoło pomachał ogonem. Mela zaśmiała się pod nosem i poszła założyć kurtkę, a następnie zapinając psu smycz wyszła z domu... Spacerowała po parku, znajdującym się niedaleko jej domu, aż zauważyła, że z przeciwka idzie Wojtek. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem na jego widok. 
          - Cześć. - powiedział chłopak.
          - Hej. Wyszedłeś sobie na popołudniowy spacer? 
          - W pewnym sensie. Idę do kumpla... Widziałem, że znalazłaś w szafce w szkole kartkę walentynkową. Podobała ci się? - zapytał prosto z mostu.
          - No podobała mi się, jak wszystkie kartki walentynkowe, ale... Dlaczego pytasz? 
          - Pytam, bo... Ta kartka jest ode mnie. - zakomunikował z uśmiechem, a Amelka nie wiedziała co ma powiedzieć. - Ej, oddychaj. 
          - Dostałam od ciebie kartkę walentynkową? Wyczuwam jakiś ukryty sens. 
          - No wiesz... Musisz się we wszystkim doszukiwać drugiego dna? - zapytał nieco zmieszany chłopak.
          - Aha, zmieszałeś się. Czyli miałam rację. 
          - No... Chodziło mi o to, że... Może moglibyśmy się czasami spotkać, pogadać? 
          - Wojtek, nie zapominaj, że ja mam chłopaka. - upomniała go Amelka.
          - Pamiętam, ale ja mówię o czysto koleżeńskich spotkaniach. - stwierdził chłopak. 
          - No chyba, że tak... W takim razie zastanowię się nad tym. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Ale teraz cię przepraszam. Zimno się robi, a poza tym jestem umówiona z Alanem, więc muszę wracać. Do zobaczenia w poniedziałek w szkole. 
          - Tak, pa. Miłego weekendu! - zawołał Wojtek, a Amelia odwróciła się do niego i się uśmiechnęła, po czym skierowała swoje kroki do domu. (...) 

          - Mamuś, to ja już lecę do Alana! - zawołała Amelia, zbiegając po schodach. 
          - Dobrze, ale chodź tu do mnie jeszcze na moment. - powiedziała Marta, a Mela weszła do salonu.
          - O co cho... Cześć tatku. - uśmiechnęła się szatynka. 
          - Cześć córciu... O tej porze do Alana? Nie za późno trochę na spotkanie z chłopakiem? - zapytał podejrzliwie Grzegorz.
          - Tato... 
          - No żartuję przecież. Ale pozdrów tego twojego kochasia ode mnie. 
          - Dobrze, pozdrowię... Kiedy przyjedziesz? 
          - Jak dobrze pójdzie to w połowie marca będę mógł przyjechać do Polski na kilka dni. - zakomunikował tata Amelii. 
          - Super. Tęsknię za tobą.
          - Ja za wami też kochanie. 
          - Dobra, przepraszam was, ale muszę już iść. Pa tato, kocham cię. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Pa mamo. Aaa .. pamiętaj, że jakbyś czegoś potrzebowała to możesz dzwonić. 
          - Dobrze, kochanie. Idź już, bo Alan z tęsknoty uschnie. - zaśmiała się Marta.
          - Nie uschnie, nie uschnie... To do jutra!
          - Pa! - zawołała Marta za wychodzącą córką.
          - Do jutra? Pozwoliłaś jej u niego nocować? - zapytał zaskoczony Grzegorz.
          - Pozwoliłam... Przestań, Sylwia i Javier tam będą, więc... 
          - Myślisz, że im to będzie przeszkadzało? 
          - Grzesiek! Nasza córka jest już dorosła, wie co robi. - uśmiechnęła się Marta.
          - No w sumie masz rację. - przytaknął mężczyzna i również się uśmiechnął. (...)

**********


          "Przed chwilą wróciłam od Alana, a za chwilę znowu wychodzę. Tym razem na lodowisko z Alim, Lolą, Ksawim i Justyną. :) Alan właśnie pojechał po Ikę, a potem mają wpaść po mnie. Mam zamiar się dzisiaj tam dobrze bawić i tak będzie - musi tak być... A tak w ogóle to... nie wiem co się ze mną dzieje, ale zaczęłam lubić Wojtka. I teraz mam podobne uczucie jak wtedy z Alanem... Masakra - przecież ja kocham Alana, nie mogę zakochać się w 'nowym'... Ja już nic nie wiem. :/ 
          Koniec tamtego tematu... Tata w marcu przyjeżdża! :) Mam radochę, bo się za nim strasznie stęskniłam... :) Nie wiem jeszcze ile z nami dokładnie zostanie, ale mam nadzieję, że przynajmniej tydzień. :) Ech... dobra idę coś zjeść i się ogarnąć, bo za półtorej godziny Ali po mnie przyjdzie. :)"

          - No i jak, jesteś gotowa? - zapytał Alan, wchodząc do pokoju swojej dziewczyny.
          - Już, już prawie. - powiedziała dziewczyna, zakładając buty. - No... Możemy iść.
          - Super... A tak w ogóle to ładnie wyglądasz. - uśmiechnął się szatyn i podszedł do Amelki, po czym złączył ich usta w czułym pocałunku. 
          - Dziękuję za komplement, ale już lepiej chodźmy. - zaśmiała się Mela, odpychając od siebie chłopaka.
          - No już, już... - westchnął Alan i razem z dziewczyną zszedł na dół, a następnie wyszedł z jej domu. (...) 

______________________________________________________________

tak właśnie, tak... za Nami już 25 rozdział :) jak wrażenia?

wróciłam niecałą godzinę temu ze szkolnej dyskoteki i powiem Wam, że... nie było najgorzej, ale zawsze mogłoby być lepiej ;) DJ był - szczerze mówiąc - OKROPNY! -,-

nie wiem, co mogłabym tu jeszcze napisać, więc... pożegnam się już :) do kolejnego rozdziału! ;*

+ wszelkie informacje na jego temat w zakładce "Zwiastun kolejnego rozdziału..." - to tak dla przypomnienia, żeby uniknąć pytań typu: kiedy kolejny rozdział? :D++ zapraszam Was również do zakładki "Informuję..." możecie się tam zapisać i będziecie indywidualnie informowani o NN :)


Nikaa. ♥

CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 24


          "Ale szybko minęły te dwa tygodnie. Byłam wczoraj zdjąć gips - zawsze dziwiło mnie to, że po złamaniu wszystko tak szybko się zrasta itd. ale to prawda. :D Już jutro poniedziałek i trzeba wracać do szkoły. ;/ Wszystko by było ok, gdyby nie to, że już od jutra do naszej klasy dołącza ten nowy. ;/ Czemu to zawsze 2A musi być najbardziej pokrzywdzona? Ech, dobra nieważne. Trzeba będzie jakoś przeżyć ten fakt, że mamy nowego ucznia w klasie... Dzisiaj zauważyłam, że z Lolą dzieje się coś dziwnego - ciągle by coś jadła. Nie wiem o co chodzi, ale jak na mój gust to się jej okres zbliża. :D A tak w ogóle to też bym coś zjadła. Idę do kuchni zrobić rewizję lodówki." 


**********



          "Drrrrrrrrrrrryń!" znienawidzony dźwięk budzika obudził Alana. Chłopak leniwie podniósł powieki i wyłączył budzik, po czym wstał z łóżka i chwiejnym krokiem udał się do łazienki po drodze, zabierając z szafy ubrania.
          - Alan! Alan, wstałeś?! - zapytała mama szatyna, wchodząc do jego pokoju. 
          - Tak, wstałem mamo. - odpowiedział chłopak, otwierając drzwi łazienki i wychylił się zza nich z uśmiechem na ustach. 
          - To dobrze. Już się bałam, że zaśpisz. - zaśmiała się kobieta.
          - Czy ja kiedykolwiek zaspałem? 
          - Tak. Dobra, ubierz się, a ja czekam na dole ze śniadaniem. 
          - Ok. Jest tata? - zapytał chłopak, a jego mama pokręciła przecząco głową i zeszła na dół, natomiast Alan wrócił do łazienki i dokończył poranną toaletę. (...)

          Zeszła po schodach na dół, żeby wypuścić Fada na dwór. Otworzyła drzwi wyjściowe, po czym zawróciła i wchodząc po schodach zawołała do mamy, która krzątała się w kuchni:
          - Wpuść Fada za chwilę do domu mamo!
          - Dobrze skarbie! - odpowiedziała Marta, a Mela weszła do pokoju. Podeszła do szafy, z której wyjęła ubrania, a następnie weszła z nimi do łazienki, gdzie wykonała całą poranną toaletę i wróciła do pokoju. Do torebki wrzuciła potrzebne książki i zbiegła na dół na śniadanie. W progu kuchni przywitał ją Fado, dziewczyna pogłaskała swojego psa i usiadła do stołu, a Marta postawiła przed nią talerz z jajecznicą. - Jedziesz z Alanem? 
          - Chyba tak. - uśmiechnęła się szatynka. Po chwili w domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Amelka już chciała wstać i iść otworzyć, ale wyprzedziła ją jej rodzicielka. - Skończ spokojnie śniadanie, ja mu otworzę. - powiedziała kobieta i poszła otworzyć drzwi. 
          - Dzień dobry pani Marto. - Alan przywitał się z kobietą z uśmiechem na ustach.
          - Dzień dobry. Wchodź, Alanie. - Marta odwzajemniła uśmiech i wpuściła szatyna do środka. 
          - Cześć kochanie. - powiedział chłopak wchodząc do kuchni, a następnie pocałował swoją dziewczynę w policzek. 
          - Hej. - uśmiechnęła się Mela. 
          - Gotowa na rozpoczęcie drugiego półrocza? 
          - Nie denerwuj mnie nawet. Jeszcze ten nowy. - skrzywiła się dziewczyna odstawiając talerz do zlewu. 
          - Nie przejmuj się, może nie będzie taki zły. Do mnie też byłaś na początku sceptycznie nastawiona. 
          - Nie porównuj siebie z nim. To co innego przecież. - powiedziała Amelka i założyła kurtkę. - Mamo my już idziemy, bo się zaraz spóźnimy. 
          - Dobrze. Miłego dnia kochani! - zawołała Marta i odprowadziła Amelię i Alana wzrokiem do drzwi. (...) 

          Siedzieli całą czwórką pod klasą, w której miała odbyć się ich druga lekcja - matematyka. 
          - Może to jednak nie do nas miał dojść ten koleś. - powiedział Ksawery. - Alan przyszedł od razu na pierwszą lekcję, a ten... Jeszcze go nie ma. 
          - Żebyś się nie przeliczył. - westchnęła Amelka bawiąc się telefonem. 
          - Dobra, co będzie to będzie. - powiedział Alan. - Idę do sklepiku, chcecie coś? - zapytał wstając z miejsca.
          - Ja chcę coś słodkiego. Wszystko jedno co, żeby było słodkie. - powiedziała Lola, a wszyscy spojrzeli na nią zszokowani. - No co? Cukier mi spada. - zaśmiała się dziewczyna.
          - Dobra, dobra. Meli, a ty coś chcesz? 
          - Nie, dzięki. - uśmiechnęła się szatynka, spoglądając na chłopaka.
          - Ok. Ksawi? 
          - Nie, nic nie chcę, ale pójdę z tobą. - powiedział blondyn i również wstał z miejsca i razem z przyjacielem poszedł do szkolnego sklepiku...
          - Jak tak dalej pójdzie to niedługo się nie zmieścisz w swoje ubrania. Jak tylko cię widzę to coś jesz. - powiedziała Amelka zwracając się do przyjaciółki. 
          - Właśnie wiem, ale co ja mam poradzić na to, że ciągle jestem głodna...? 
          - Nie wiem. Może ty w ciąży jesteś? 
          - Ale dowaliłaś! Jak ja mam być w ciąży jak my przecież... - zaczęła Lola, ale nie dane jej było skończyć. 
          - Dobra, nie chcę szczegółów! - zaśmiała się Amelia, a jej przyjaciółka sztucznie się uśmiechnęła - przypomniała sobie tą noc we Włoszech. - Ej, może faktycznie to nie do naszej klasy miał przyjść ten nowy. - powiedziała, chcąc zmienić temat.
          - Nie sądzę. Dyro by się chyba nie pomylił. 
          - A może w ostatniej chwili go przenieśli do innej klasy. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo jak do nas dołączy to ja się chyba... Nie wiem. 
          - Przestań. Może akurat okaże się jakimś fajnym chłopakiem. - powiedziała Karolina i delikatnie się uśmiechnęła. 
          - W cuda wierzysz? Bo ja nie bardzo. - skwitowała Amelia i ignorując przyjaciółkę włożyła słuchawki do uszu. Po chwili poczuła szarpnięcie za rękę i Lola wskazała jej wysokiego szatyna zmierzającego w ich stronę. 
          - Cześć, czy to jest klasa 2A? - zapytał chłopak i uśmiechnął się do dziewczyn.
          - Cześć. Tak, a o co chodzi? - zapytała niby obojętnie Amelia. 
          - O to dobrze trafiłem. Mam dołączyć do waszej klasy. 
          - A, to ty jesteś tym nowym chłopakiem. - uśmiechnęła się Lola. - Jestem Karolina, a to jest Amelia. - powiedziała i podała nowemu koledze rękę, a on ją uścisnął.
          - Miło mi, Wojtek*. 
          - Taaak, nam też jest miło. - mruknęła Mela, wstała z miejsca i podeszła do swojego chłopaka i Ksawerego, którzy wracali właśnie ze sklepiku. - Nie miałeś racji Ksawi. 
          - Z czym? - zapytał chłopak.
          - Z tym gościem, właśnie przed chwilą przyszedł. Jakiś Wojtek czy jak mu tam... - skrzywiła się brązowooka. 
          - Oj Meli, Meli... - Alan pokręcił z dezaprobatą głową i cicho się zaśmiał, obejmując dziewczynę... - Cześć. - szatyn przywitał się z "nowym" i uścisnął jego dłoń. - Jestem Alan.
          - Cześć. Wojtek. - uśmiechnął się chłopak. 
          - Ksawery. - powiedział blondyn i również wyciągnął rękę w kierunku "nowego" z lekkim uśmiechem na ustach, a następnie usiadł obok Loli i objął ją ramieniem. Posiedzieli jeszcze chwilę, rozmawiając, aż w końcu zadzwonił dzwonek. (...) 

**********



          - No i jak wrażenia po poznaniu nowego kolegi? - zapytała Marta, siadając przy stole w kuchni na przeciwko córki. 
          - Naprawdę chcesz wiedzieć? - Mela podniosła wzrok znad książki do matematyki - odrabiała zadanie w kuchni, żeby dotrzymać mamie towarzystwa. 
          - Gdybym nie chciała to bym nie pytała. Więc? 
          - Dziwny jest. Znaczy... Przystojny jest, nie powiem, że nie, ale jakoś nie przypadł mi do gustu i chyba go nie polubię. Na pierwszy rzut oka wydaje się takim rozpieszczonym lalusiem - coś w stylu Mileny. - powiedziała Amelka i wróciła do rozwiązywania zadań. 
          - Wyciągasz pochopne wnioski. Tak samo było z Alanem, a teraz...
          - Mamo, błagam. Wszyscy mi to powtarzają. Ale z Alanem było inaczej, w Wojtku się nie zakocham - nawet jeśli się do niego przekonam, to nie pozwolę sobie na zakochanie się w nim. 
          - Dobrze, spokojnie kochanie. Już nic nie mówię. - powiedziała Marta i wstała od stołu. 
          - Mamo... Przepraszam. - uśmiechnęła się przepraszająco Amelka. 
          - Nic się nie stało. - mama dziewczyny odwzajemniła uśmiech. - Napijesz się herbaty?
          - Jasne. - przytaknęła szatynka. Po chwili usłyszała dźwięk dzwoniącego telefonu, okazało się, że dzwoni do niej Karolina. - Zaraz wracam... Cześć Lola. - przywitała się z przyjaciółką i usiadła na jednym ze schodów, prowadzących na górę. 
          - Hej Meli. - powiedziała Karolina. - Czerwony alarm. 
          - Jaki czerwony alarm? Mów normalnie, a nie jakimiś zagadkami. 
          - Jak ci powiem to będziesz zrzędzić, że jestem nieodpowiedzialną gówniarą i mogłam to przerwać, albo mu przypomnieć, a nie postąpić tak, jak postąpiłam. - zaczęła odbiegać od tematu blondynka. 
          - Lola! Powiedz mi o co chodzi.
          - Dobra, przepraszam... Wtedy we Włoszech my z Ksawerym...
          - Nie zabezpieczyliście się, tak? - przerwała przyjaciółce Amelia... - Nic nie mówisz, czyli tak. Oj Lola, Lola. 
          - No co ja?! Jak się zorientowałam było za późno. 
          - Boże, dziewczyno... Teraz to już nic na to nie poradzisz. A ten alarm to... Spóźnia się?
          - No... 2, 3 dni to się spóźniał, ale 5 to jeszcze nigdy. - powiedziała Karolina smutnym głosem. 
          - Musisz się upewnić. Zrób test. 
          - Dzięki! Mam iść do apteki i powiedzieć "Poproszę test ciążowy."? Nie zapominaj, że najbliższa apteka jest mojej cioci. 
          - To idź do innej. Albo nie... Ja ci go kupię. - powiedziała Amelia.
          - Naprawdę? Dziękuję. 
          - Nie ma sprawy, będę za godzinę... Aha, zadzwoń do Ksawerego. Pa. - dodała dziewczyna i się rozłączyła. - Mamo, muszę wyjść. Postaram się wrócić jak najszybciej. - powiedziała Mela zakładając kurtkę i buty. 
          - Dobrze, ale... Wszystko w porządku? 
          - Ze mną tak, ale... A zresztą, na razie nic nie mogę powiedzieć. Pa. - zawołała i wybiegła z domu. (...) 


**********


          Siedziała na podłodze w łazience, opierając się o wannę i obracała w dłoni test ciążowy, a z jej oczu płynęły łzy - wynik był pozytywny, była w ciąży. 
          - Kochanie, wszystko w porządku? - do drzwi łazienki zapukał Ksawery. Lola szybko wstała z podłogi i otworzyła drzwi, po czym rzuciła się na szyję chłopaka, wybuchając jeszcze większym szlochem. - Co się stało? - zapytał blondyn obejmując dziewczynę. 
          - To ja was zostawię samych. Trzymaj się Karola. - uśmiechnęła się delikatnie Amelia i opuściła pokój przyjaciółki, a następnie wróciła do swojego domu. 
          - Co jest? - Ksawery odsunął się od Karoliny i usiadł na łóżku, sadzając sobie blondynkę na kolanach.
          - Pamiętasz pierwszą noc we Włoszech? - zapytała Lola, pociągając nosem. Ksawery przytaknął głową i uśmiechnął się na to wspomnienie. - No właśnie... Zapomnieliśmy wtedy o jednej bardzo ważnej rzeczy. - westchnęła dziewczyna i napotkała pytające spojrzenie swojego chłopaka. - Nie zabezpieczyliśmy się Ksawery. - powiedziała Karolina, a z jej oczu wylała się kolejna porcja łez. 
          - O cholera... - powiedział do siebie Ksawi. - Skarbie, czyli... Jesteś w ciąży? - zapytał podnosząc podbródek dziewczyny tak, żeby na niego spojrzała. 
          - Tak... Teraz mnie pewnie zostawisz, bo nie jesteś gotowy na bycie ojcem. W sumie to nie będę się dziwić - masz dopiero 18 lat. 
          - Nie mów tak. To jest też moje dziecko i chcę je wychowywać razem z tobą. Nie będę zwalał winy na ciebie, bo głównie ponoszę ją ja... Mogłem pomyśleć o konsekwencjach. - powiedział chłopak przytulając do siebie Karolinę. - Ale nic jeszcze nie jest pewne. Zrobiłaś test, ale on przecież nie daje stuprocentowej pewności. Musimy się upewnić, czy na pewno za 9 miesięcy na świecie pojawi się nowa istotka. - dodał chłopak delikatnie się uśmiechając. 
          - Masz rację, ale... Ksawi, jak my to powiemy rodzicom? Przecież oni nas zabiją. 
          - Spokojnie, nic takiego nie zrobią. Jesteśmy już dorośli, mamy po 18 lat. Co innego gdybyśmy mieli 15, czy 16 lat... Nie panikuj kochanie. 
          - Kocham cię. - wyszeptała blondynka wtulając się w ciało Ksawerego. 
          - Ja ciebie też. - powiedział chłopak i się uśmiechnął. (...) 

          "Ech... Lola jest w ciąży. Ale ma bardzo odpowiedzialnego chłopaka, który obiecał, że jej pomoże. :) Całe szczęście... Jak zobaczyłam w jakim stanie wybiegła z tej łazienki i rzuciła mu się na szyję to aż mnie serce bolało. Przecież ona ma dopiero 18 lat. Ale mam nadzieję, że sobie poradzi. :) Ma Ksawiego, mnie, Alana, rodziców - da radę, będę za nią trzymać kciuki. :) 
          Jutro będę sama w domu. :( Mama jedzie do dziadków, chciała mnie zabrać, ale szkoła... Przynajmniej mam przyzwolenie na zaproszenie przyjaciół na noc. Nie wiem czy Lola będzie chciała przyjść - moim zdaniem dobrze by jej to zrobiło, ale nie będę naciskać, a jeśli ona nie przyjdzie to Ksawi raczej też nie, więc zostaje Alan. :) On mnie nie zawiedzie. <3 O, właśnie do mnie dzwoni - chyba się stęsknił...

          - Co tam kochanie? - zapytała Mela, odbierając telefon. 
          - Chciałem ci powiedzieć, że cię kocham i życzyć dobrej nocy. - powiedział chłopak i - mimo, że Amelia go nie widziała, wiedziała, że się uśmiechnął. 
          - Jakie to romantyczne. - zaśmiała się dziewczyna. - Też cię kocham. 
          - Wpadnę jutro po ciebie o 7:40. - zakomunikował Alan. - Ale po szkole chyba nie wrócimy razem, bo jadę do Justyny. No chyba, że chcesz jechać ze mną?
          - Chętnie z tobą pojadę. Dawno jej nie widziałam. 
          - To super... Dobra, idź spać. Dobranoc. - powiedział Alan i wysłał Amelce buziaka przez telefon, po czym się rozłączył. Dziewczyna odłożyła telefon i powróciła do pisania notatki w pamiętniku:

          Jadę z Alanem jutro do Justyny. :) Dawno się z nią nie widziałam, więc... Lubię ją i dlatego chcę ją odwiedzić. :) Dobra, zmykam spać, bo o 7:40 Ali po mnie przychodzi. [...]"


**********


          "Czekam właśnie na Alana, bo przychodzi na noc. :) Byliśmy u Iki dzisiaj. Pogadałam sobie z nią i w ogóle... Nie wygląda za dobrze - schudła, ma straszne sińce pod oczami - masakra. :( Biedna dziewczyna... A w szkole ten "nowy" zaczął mnie i Lolę podrywać. oO Dziwny jest... Ja się z nim nie zadaję, bo mnie jeszcze zgwałci tak jak Fabian to chciał zrobić. Brrr... Jak sobie o tym przypomnę to aż mam ciarki. ;/ O, widzę, że Ali wychodzi od siebie z domu, więc kończę. :) [...]"

          - No to... Co robimy? - zapytał Alan, kładąc głowę na kolanach Amelii. 
          - Nie mam pojęcia. - szatynka uśmiechnęła się i zaczęła bawić się włosami chłopaka. 
          - Hmmm... No to mamy problem. Może... Film? 
          - Nie, nie mam ochoty na oglądanie czegokolwiek. 
          - No to... Nie wiem. Może coś pośpiewamy? 
          - Nie, nie, nie. Ja i śpiew? Proszę cię. 
          - Przecież ślicznie śpiewasz. Nie pamiętasz już jak mi śpiewałaś? 
          - Ale to było dawno... Nic nie śpiewam, ani mi się śni. - zakomunikowała Mela. 
          - Ech, a masz jakiś inny pomysł? - zapytał Alan, podnosząc się do pozycji siedzącej. 
          - Może i mam. - uśmiechnęła się zalotnie dziewczyna i przygryzła wargę, patrząc w oczy swojemu chłopakowi. 
          - Ach tak? No to słucham. - powiedział szatyn delikatnie się uśmiechając. 
          - No więc tak... - zaczęła Amelia, siadając na kolanach Alana. - Pójdziemy teraz na górę do mojego pokoju i... - przerwała, żeby złączyć swoje usta z ustami chłopaka w namiętnym pocałunku. 
          - I... Nawet o tym nie myśl. - powiedział szatyn odsuwając się od dziewczyny.
          - Ale... Coś nie tak? - zapytała zaskoczona Mela.
          - Nie, wszystko gra, ale... Amelka, przepraszam, ale ja nie potrzebuję seksu do odczuwania tego, że mnie kochasz. Nie traktujmy tego jako nieodłącznego elementu związku, ok? Przyjdzie jeszcze na to odpowiedni moment. - uśmiechnął się chłopak i pogładził brązowooką po policzku. - Jesteś zła?
          - Nie, skąd taki pomysł. Nie jestem zła tylko... Trochę zaskoczona, ale miło zaskoczona. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Wiem, że naprawdę mnie kochasz. 
          - Bo tak jest... W takim razie co robimy? 
          - Idziemy na górę i... idziemy spać? - zaśmiała się Amelka.
          - Poważnie? 
          - Nie, ale chodź... - Mela złapała Alana za rękę i razem poszli do pokoju dziewczyny. (...) 

______________________________________________________________

* Wojciech Mrozek - nowy 18-letni uczeń w szkole; trochę namiesza w opowiadaniu; 

no i kolejny rozdział za nami :) to już 24 o.O

jak pisałam pod poprzednim rozdziałem - kończą mi się gotowe rozdziały... w moich 'notatkach' został tylko 25 i 26 - w pełni napisany... i zarys 27... obawiam się, że już niedługo posty będą pojawiać się co tydzień (mam nadzieję, że nie rzadziej) ;( -> postaram się nadgonić z pisaniem na feriach, które rozpoczynam już w piątek! ♥ na początku wydawało mi się, że będzie się ten czas strasznie dłużył, ale nie... :)

kończę i... do napisania! ;***

Nikaa.



CZYTASZ = KOMENTUJESZ 

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 23 [+18!]


          Wyszła ze szkoły ze swoim chłopakiem i przyjaciółmi, śmiejąc się i rozmawiając o rozpoczynających się feriach. 
          - Kiedy wyjeżdżacie? - zapytała Lola zwracając się do Amelki i Alana.
          - Jutro o 15:00 mamy samolot. - odparła Mela. - A wy? 
          - Jak dobrze pójdzie to już jutrzejszą noc spędzimy w pensjonacie we Włoszech. - uśmiechnął się Ksawery obejmując Karolinę. 
          - Tak. Już jutro. - powiedziała jakby do siebie blondynka i uśmiechnęła się pod nosem. 
          - Ech... Spotkamy się jeszcze jutro? - zapytał tym razem Alan. 
          - W sumie czemu nie. Tylko jak coś to wczesnym po południem, ok?
          - Jasne. To może wpadnijcie do mnie tak o... 12:00? - zaproponowała Amelia, a reszta zareagowała entuzjastycznie na tą propozycję. - W takim razie jesteśmy umówieni, tak? 
          - Oczywiście. - uśmiechnęła się Lola. - To... do zobaczenia jutro gołąbeczki. - dodała wsiadając do samochodu Ksawerego. 
          - Pa! - zawołali równocześnie Mela i Alan, po czym również wsiedli do samochodu chłopaka i pojechali do domu. (...)

          Weszli do domu Amelki i od razu udali się do salonu, w którym mama dziewczyny siedziała nad jakimiś papierami. 
          - Cześć mamuś. - uśmiechnęła się szatynka całując rodzicielkę w policzek. 
          - Dzień dobry. - powiedział Alan i obdarzył Martę szerokim uśmiechem. 
          - Cześć dzieciaki. Jak ostatni dzień w szkole? - zapytała kobieta składając kartki, walające się po stoliku, w jedno miejsce.
          - Fajnie, fajnie. - odpowiedziała Mela. - Rozmawiałaś z tatą?
          - Tak. Przyjedzie po nas jutro na lotnisko... Jesteście głodni? 
          - Troszeczkę. - zaśmiała się Amelka. 
          - A ty, Alan? 
          - Nie, ja dziękuję. Odprowadziłem tylko Amelkę i idę do domu. Muszę się jeszcze spakować i tak dalej. - uśmiechnął się chłopak.
          - Jeszcze zdążysz się spakować. Zostań na obiedzie. - uśmiechnęła się Marta.
          - Naprawdę dziękuję. 
          - No dobrze, nie będę cię zmuszać. - powiedziała mama Amelki i wyszła z salonu, kierując się do kuchni. 
          - Jedziesz do Justyny? - zapytała Mela, spoglądając na swojego chłopaka.
          - Tak, przepraszam.
          - Nie przepraszaj. Rozumiem. - uśmiechnęła się delikatnie dziewczyna. - Pozdrowisz ją ode mnie? - zapytała przytulając się do klatki piersiowej Alana.
          - Oczywiście skarbie. - chłopak nachylił się i musnął wargi szatynki. - Widzimy się jutro. - uśmiechnął się odrywając się od dziewczyny.
          - Jasne. - przytaknęła Mela.
          - W takim razie... Do jutra. 
          - Pa. - powiedziała Mela i zamykając drzwi wyjściowe za Alanem weszła do kuchni. (...) 

          Zamykał walizkę, kiedy zaczął dzwonić jego telefon. Lekko podirytowany wziął komórkę do ręki i nie spoglądając na wyświetlacz odebrał, przykładając ją do ucha. W słuchawce od razu usłyszał głos zdenerwowanej mamy Justyny...
          - Niech pani się uspokoi i opowie mi wszystko od początku. Co się stało? - zapytał Alan i usiadł na brzegu łóżka. Usłyszał głębokie westchnięcie, a po chwili pani Ania zaczęła mówić... - Niech się pani nie martwi, zaraz do niej pojadę... Tak, zadzwonię do pani jak tylko wyjdę ze szpitala. Niech się pani uspokoi i wraca do pracy. 
          - Dziękuję Alanie. - powiedziała kobieta i mimo, że Alan jej nie widział poczuł, że się uśmiechnęła. 
          - Nie ma za co... W takim razie, do usłyszenia. - powiedział szatyn i się rozłączył. Dopiął walizkę i postawił ją pod drzwiami, po czym wyszedł z pokoju i zbiegając po schodach założył kurtkę. Kiedy był już w przedpokoju z kuchni wyszła jego mama.
          - Gdzie ci się tak spieszy? - zapytała Sylwia.
          - Justyna straciła przytomność w szkole i jest w szpitalu. Pani Ania do mnie dzwoniła... 
          - Jedziesz do szpitala? - Alan przytaknął. - W takim razie uważaj na siebie, bo jesteś zdenerwowany. I koniecznie do mnie zadzwoń jak będziesz wiedział co z nią, dobrze?
          - Jasne, mamo. - uśmiechnął się chłopak i złapał kluczyki do samochodu, a następnie wybiegł z domu. (...)

          Po kilkunastu minutach był pod szpitalem. Szybko wysiadł z samochodu i niemalże wbiegł do budynku, udając się do recepcji. Zadzwonił dzwonkiem leżącym na biurku, a po chwili naprzeciwko niego pojawiła się młoda pielęgniarka. 
          - Dzień dobry. - powiedział chłopak.
          - Dzień dobry. Pan do Justyny Nowakowskiej, prawda? - zapytała kobieta, a zdezorientowany Alan przytaknął i zapytał:
          - Skąd pani wie? 
          - Często tu pana widywałam i zawsze pan przychodził do niej... Leży w sali numer 208 na oddziale...
          - Onkologicznym... Dziękuję. - dokończył za pielęgniarkę Alan i natychmiast udał się do windy i pojechał na drugie piętro. Kiedy drzwi windy się otworzyły chłopak szybko udał się do sali numer 208 i zapukał do drzwi. Po chwili do jego uszu dobiegło ciche "Proszę!" wypowiedziane zachrypniętym głosem. Szatyn nacisnął klamkę i popchnął drzwi, wchodząc do pomieszczenia. Kiedy był już w środku zauważył Ikę, leżącą na łóżku twarzą do okna. - Cześć mała. - powiedział chłopak podchodząc do łóżka. Rudowłosa natychmiast się odwróciła i delikatnie się uśmiechając rzuciła się na przyjaciela. - Co się stało? 
          - Nic takiego. Zwykłe załamanie... - powiedziała dziewczyna i spuściła wzrok. 
          - Ej... Nie wydaje mi się. O co chodzi? - zapytał szatyn podnosząc do góry głowę przyjaciółki. - Ika, ja się o ciebie martwię. Jadę tu na złamanie karku zdenerwowany telefonem od twojej mamy, a ty mnie tak zbywasz. Gadaj.
          - Mój stan się pogorszył, bo... - dziewczyna nerwowo zagryzła wargę. - Opuściłam dwie ostatnie chemioterapie. - dodała po chwili ściszonym głosem. 
          - Co zrobiłaś?! Justyna, czy ty sobie zdajesz sprawę na co ty się skazujesz?! Co ty sobie wtedy myślałaś do cholery, co?! - zaczął krzyczeć Sanchez, a Isia się rozpłakała.
          - Prze-przepraszam... - wyszeptała rudowłosa. - Ja... Nie wiem co mam powiedzieć.
          - Najlepiej nic. Ale... Nie możesz tak robić. Musisz walczyć z tym, co siedzi w tobie. Wygrasz tą walkę, ale musisz tego chcieć i w to wierzyć. 
          - Ale ja już straciłam nadzieję na cokolwiek... - westchnęła dziewczyna i ponownie się rozpłakała. Alan objął ją ramieniem i pozwolił się jej wypłakać. - Odkąd Kuba ze mną zerwał... Przepraszam Alan. 
          - Nie był po prostu ciebie wart. Zasługujesz na kogoś o niebo lepszego. 
          - Na kogoś takiego jak ty. - powiedziała Justyna spoglądając na zaskoczonego chłopaka. - Nie patrz tak. Nie wyznaję ci przecież miłości... Nawet bym nie śmiała. Masz przecież Amelkę, kochasz ją, a ona ciebie, więc...
          - Nie mów już nic, dobra? Ale obiecaj mi jedno... Powrócisz do chemioterapii i znowu zaczniesz wierzyć w to, że wygrasz z rakiem, dobra? 
          - Nie mam chyba innego wyjścia. - uśmiechnęła się Ika. - Kiedy wyjeżdżacie do Kanady? 
          - Jutro o 15:00 mamy samolot. Ale nie myśl sobie, że jak mnie nie będzie to możesz wypłakiwać się w poduszkę. Nie ma tak... Twoja mama bierze dwa tygodnie urlopu i spędza z tobą każdą chwilę, a ja dzwonię codziennie. I masz się trzymać, a nie pękać. - zaznaczył chłopak, na co Justyna się lekko zaśmiała. 
          - Tak jest panie majorze... Ale jak to mama bierze urlop? Tak bez problemu? 
          - Tak, jej szef nie jest taki zły na jakiego wygląda. - powiedział Alan. - Mela i moja mama cię pozdrawiają. - dodał po chwili ciszy.
          - Dziękuję, też je pozdrów. 
          - Ok. - uśmiechnął się chłopak i przytulił przyjaciółkę. (...) 

          "Siedzę na parapecie i patrzę na gwiazdy. Piękny widok. *___* Przede mną stoi laptop, z tapety uśmiecha się do mnie Alan, a w głośnikach Michael Jackson. :) Tak mnie jakoś wzięło ostatnio na jego piosenki, bo znalazłam na strychu starą płytę mamy z tymi piosenkami. Poza tym przy jego muzyce najlepiej mi się myśli i wspomina niektóre wydarzenia... Patrząc na to zdjęcie uśmiechniętego Alana myślę sobie, że miałam go TYLKO polubić, a zakochałam się do granic własnych możliwości - nawet nie wiedziałam, że tak potrafię. :) Dziwne, że w tak krótkim czasie zdążyłam się AŻ tak zakochać, ale lubię ten stan. <3 A tak właściwie to mój ukochany jest teraz właśnie u Justyny. Nie dziwię mu się, że się o nią martwi - w końcu się z nią przyjaźni, ja też - mimo, że znam ją krótko - niepokoję się o nią... Ale koniec o tym. Już jutro o 15:00 mamy samolot do Kanady. :) I zaczynamy dwutygodniową labę u taty. Boże jak ja się za nim stęskniłam chociaż nie tak dawno był tutaj z nami. Ech... Poruszyłam tu kilka tematów, które w ogóle nie są ze sobą spójne, no ale... Myślę już o jutrzejszym dniu, więc... Idę spać, bo muszę być jutro wypoczęta. :)" 


**********



          Siedziała na łóżku w pokoju i czytała książkę. W pewnym momencie usłyszała, że ktoś puka do drzwi, a po chwili wchodzi do pokoju. Podniosła wzrok znad czytanej książki i napotkała sylwetkę Alana, który szeroko się do niej uśmiechał. 
          - Hej kochanie. - uśmiechnęła się Mela.
          - Hej. - Alan odwzajemnił gest i nachylił się, żeby pocałować szatynkę. - Jak nastrój przed wyjazdem? 
          - Bardzo dobrze. Już nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę się z tatą. Stęskniłam się za nim. 
          - Cieszę się... Ika dziękuje za pozdrowienia i kazała cię wyściskać. 
          - No to mnie wyściskaj. - zaśmiała się dziewczyna rozkładając ramiona i w tym samym momencie znalazła się w uścisku Alana. - Która godzina? 
          - 11:30. Zaraz spotykamy się z Lolą i Ksawerym. 
          - No właśnie... Przepraszam cię na moment, idę się przebrać. - zakomunikowała Mela. Podeszła do szafy i wyjęła z niej ubrania, a następnie udała się do łazienki posyłając Alanowi buziaka. Chłopak uśmiechnął się pod nosem i położył się na łóżku swojej dziewczyny biorąc do ręki książkę, którą czytała i zaczął wertować kartki. Po kilku minutach usłyszał pukanie do drzwi, a po chwili do pokoju weszła Lola i Ksawery.     
          - Cześć. Pomyliliśmy domy czy jak? - zaśmiał się blondyn, witając się z przyjacielem. 
          - Nie, nie pomyliliście. Mela jest w łazience, przebiera się. - wytłumaczył Alan. - Jak nastroje przed wyjazdem? 
          - Świetne. Już się nie mogę doczekać momentu, w którym będę mogła zjechać ze stoku. - rozmarzyła się Karolina.
          - Szczęściarze. Jedziecie tam sami i w ogóle. 
          - Bez przesady. Wy macie lepiej, przynajmniej będzie miał was kto pilnować, a my? Jesteśmy zdani na siebie. A raczej ja na tego erotomana. - zaśmiała się niebieskooka, spoglądając na swojego chłopaka. 
          - Ja? Erotomanem? Wiesz co? - oburzył się Ksawi.
          - Lola ma rację. Mamy lepiej, kochanie. - uśmiechnęła się Amelka wychodząc z łazienki. - A tak w ogóle to cześć. - przywitała się z przyjaciółmi i usiadła obok Alana na łóżku. (...) 

***** Kilka godzin później... *****


          Wyszli z samolotu i poszli odebrać bagaże. Kiedy Mela trzymała już w ręce swoją walizkę zaczęła rozglądać się dookoła. Po chwili dołączył do niej Alan i pani Marta, i całą trójką udali się do wyjścia. Na zewnątrz zauważyli Grzegorza stojącego przy samochodzie. Amelka zostawiła walizkę i rzuciła się biegiem w stronę taty. 
          - Tatku! Jak ja za tobą tęskniłam! - zawołała dziewczyna i rzuciła się mężczyźnie na szyję.
          - Ja za tobą też tęskniłem córeczko. - powiedział Grzegorz i uśmiechnął się, obejmując córkę. Po kilku sekundach obok nich pojawił się Alan razem z mamą Meli. 
          - Dzień dobry. - szatyn przywitał się z tatą jego dziewczyny i uścisnął jego dłoń, uśmiechając się. 
          - Dzień dobry Alanie. Cześć kochanie. 
          - Witaj. - powiedziała z ogromnym uśmiechem Marta i przytuliła męża. 
          - No to jak, jedziemy do domu? - zapytał Grzegorz chowając walizki do bagażnika, a wszyscy mu przytaknęli, więc wsiedli do samochodu i pojechali do mieszkania, w którym mieszkał tata Amelki. (...) 

          - No to witam w domu. - uśmiechnął się Grzegorz wpuszczając żonę, córkę i Alana do mieszkania. 
          - Tato, zrobiłeś przemeblowanie w salonie? - zapytała Amelka, wchodząc do pomieszczenia.
          - Tak. A co, nie podoba ci się? - zapytał mężczyzna odkładając klucze od mieszkania na stolik. 
          - Nie, właśnie wręcz przeciwnie. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Dobra, to my z Alanem pójdziemy do mnie. 
          - Dobrze. Zawołam was na kolację. - zakomunikowała Marta, po czym Mela i Ali udali się do pokoju dziewczyny. - No wchodź. To też twój pokój przez najbliższy tydzień. - zaśmiała się Mela. 
          - Taaak? A rodzice o tym wiedzą? - zapytał chłopak obejmując brązowooką w talii.
          - Wiedzą. A poza tym są tu przecież dwa łóżka. 
          - Widzę właśnie. A tak w ogóle to ładny ten pokój, ale czegoś mi tu brakuje... 
          - Balkonu? - zapytała Amelka, a Alan jej przytaknął. - Mnie też tego brakuje. No, ale trudno. - uśmiechnęła się dziewczyna. - Cieszę się, że jesteś tu ze mną.
          - Też się cieszę. - powiedział szatyn. - Ciekawe co tam u naszych gołąbeczków. 
          - Zadzwonimy do nich później.
          - Ok. A teraz co robimy? 
          - Nie wiem. Masz jakiś pomysł? 
          - Hmmm... Szczerze mówiąc to ja bym się najchętniej położył. Jestem zmęczony tym lotem i w ogóle. 
          - Ja tak samo. - westchnęła Amelka. - Jak chcesz się odświeżyć to łazienka jest na przeciwko mojego pokoju.
          - Dziękuję za informację. - uśmiechnął się Ali i pocałował dziewczynę w policzek. (...) 

**********


          - Karola, możesz otworzyć te drzwi? - zapytał Ksawery stojąc przed drzwiami pokojowej łazienki.
          - Nie! - zawołała dziewczyna.
          - Nie?
          - Nie! 
          - A mam je wyważyć? 
          - Eeee... Nie!
          - Zacięłaś się, czy jak? Tylko nie, nie i nie!
          - Nie! - zawołała ponownie dziewczyna.
          - Ale czemu mnie nie chcesz tam wpuścić?!
          - Zasłużyłeś sobie!
          - Czym?
          - Nie trzeba było tak patrzeć na te dziewczyny na dole. 
          - Jesteś zazdrosna? 
          - Nie. - powiedziała Karolina i wyszła z łazienki, po czym usiadła na łóżku i wyjmując z walizki książkę zaczęła ją czytać. 
          - Przecież widzę, że jesteś. - powiedział Ksawery i usiadł obok swojej dziewczyny i pogładził ją po policzku. 
          - Ech... No jestem i co z tego? - zapytała blondynka patrząc na twarz zielonookiego. 
          - To dobrze. - uśmiechnął się chłopak, ale to nie złagodziło 'gniewu' Karoliny i dziewczyna odwróciła się w drugą stronę i powróciła do lektury. Ksawery obszedł łóżko dookoła i ukucnął przed Karoliną i z delikatnym uśmiechem na ustach powiedział: - Jesteś taka słodka, gdy się złościsz.
          - Wiem... - westchnęła Karola i uśmiechnęła się delikatnie do chłopaka, po czym odłożyła książkę na stolik obok łóżka i ręką wskazała miejsce obok siebie, a Ksawi szybko je zajął i przytulił swoją dziewczynę. - Ale jeszcze raz popatrzysz na nie takim wzrokiem to oczy ci wydrapię. - zaśmiała się blondynka. Ksawery tylko zaśmiał się na te słowa i przekręcił się tak, że znajdował się nad Lolą.
          - Dobrze wiedzieć. - wyszeptał chłopak wprost w usta Karoliny i zaczął ją zachłannie całować. Lola się temu nie sprzeciwiała - oddawała każdy pocałunek, a po chwili wplotła palce we włosy Ksawerego i przyciągała go jeszcze bliżej siebie... Ręce zielonookiego znajdowały się na talii blondynki, ale z każdym pocałunkiem coraz bardziej wsuwały się pod jej bluzkę. Po chwili oderwał się od Karoli i dłonie ułożył na jej policzkach, spoglądając głęboko w jej oczy, jakby chciał w nich wyczytać, czy aby na pewno jest na to gotowa. Kiedy zobaczył, że na twarz Loli wstępuje uśmiech był pewny, że może kontynuować. Potarł kciukami policzki swojej dziewczyny, po czym łapczywie wpił się w jej usta, a ręce przeniósł z powrotem na talię Karoliny, a następnie przesunął je pod jej bluzkę, unosząc ją do góry. Lola uśmiechnęła się poprzez pocałunek i podniosła ręce do góry, dla Ksawerego był to znak, że ma zdjąć z niej 'niepotrzebne' - w tym momencie już - ubranie. Kiedy bluzka Karoliny znalazła się gdzieś na podłodze dziewczyna złapała w dłonie koszulę zielonookiego i zaczęła ją rozpinać. Robiła to bardzo powoli, zagryzając wargę i patrząc prosto w przepełnione pożądaniem oczy Ksawerego. 
          - Mogłabyś to robić odrobinkę szybciej? - zapytał chłopak lekko drżącym z podniecenia głosem. Lola nic nie odpowiedziała, jakby w ogóle tego nie usłyszała i kontynuowała wykonywaną czynność... Po chwili złapała w palce ostatni guzik i odpięła go z ogromnym uśmiechem na ustach, po czym zaczęła zsuwać koszulę z ramion chłopaka jak najdelikatniej potrafiła. Kiedy Ksawery wyswobodził się już z rękawów złapał Karolinę za biodra i oplótł się w pasie jej nogami, zaczynając całować jej dekolt, szyję... aż w końcu dotarł do jej warg. Przejechał po nich delikatnie językiem, po czym wsunął go do ust Loli i rozpoczął 'zabawę' jej językiem, jednocześnie siłując się z guzikiem od spodni dziewczyny... Kiedy udało mu się go odpiąć uśmiechnął się przez pocałunek i zaczął zsuwać spodnie Karoli, a już po chwili i one znalazły się na podłodze. Wtedy to znowu Lola przejęła inicjatywę, oderwała się od ust Ksawerego i zepchnęła go z siebie, po czym wstała z łóżka, to samo uczynił chłopak, i zagryzając seksownie wargi zdjęła z blondyna spodnie... Po chwili Ksawi zaczął obdarowywać całe ciało Karoliny delikatnymi pocałunkami - począwszy od ust, przez dekolt, brzuch... aż dotarł do ud dziewczyny. Całował je delikatnie je przygryzając... Dłonie przeniósł na pupę Loli i podnosząc się, aby ponownie złączyć ich usta w pocałunku, wsunął je pod jej majtki, a już po chwili dziewczyna nie miała na sobie bielizny. Lekko zawstydzona blondynka przesunęła jedną rękę w dół i przejechała otwartą dłonią po 'wybrzuszeniu' w bokserkach jej chłopaka, po czym szybko zerwała ostatni fragment ubioru z Ksawerego. Chłopak złapał swoją dziewczynę w talii i delikatnie połozył ją na łóżku, łącząc ich usta w pocałunku, a już po chwili wsunął w nią swojego penisa i zaczął powoli się poruszać.
          - Aaaa... - syknęła Karolina mnąc w dłoni prześcieradło.
          - Przepraszam kochanie. - wyszeptał Ksawi, gładząc dziewczynę po policzku.
          - Nic się nie stało. - odpowiedziała blondynka promiennie się uśmiechając... Z każdym ruchem Ksawerego na twarzy Loli pojawiał się szerszy uśmiech. Chłopak widząc to, jaką przyjemność sprawia dziewczynie zaczął przyspieszać. Obydwoje byli już zmęczeni, ale nie przerywali stosunku, aż w końcu... Ciało Karoli przebiegł przyjemny dreszcz, a ona sama zaczęła głęboko oddychać i obdarowała swojego chłopaka najpiękniejszym uśmiechem na jaki było ją w tym momencie stać. Natomiast Ksawery wykonał jeszcze kilka ruchów i również doszedł... Zmęczony opadł na poduszki obok swojej dziewczyny i mocno się w nią wtulił...
          - Dziękuję. - wyszeptał w jej włosy, a ona tylko obdarowała go uśmiechem. 
          - Dobrze mi było. - powiedziała dziewczyna podnosząc głowę i patrząc w jego roześmiane oczy. 
          - Mnie też kochanie. - chłopak uśmiechnął się półgębkiem, po czym pocałował Karolinę w czoło. (...)

______________________________________________________________

przepraszam! wiem, że powinnam go dodać godzinę temu, ale nie miałam głowy do tego...

jak Wam się podobało? nie jestem ekspertem w pisaniu TAKICH scen, więc jeśli coś się Wam w niej nie podobało to piszcie śmiało - następnym razem postaram się poprawić :) 

mam mały problem, bo w zapasie mam tylko 3 rozdziały (jestem w trakcie pisania 27 rozdziału) i obawiam się, że za jakiś czas posty będą się pojawiać rzadziej ;(


ok, już nie przedłużam i żegnam się z Wami :) miłego weekendu!
Nikaa. ♥



CZYTASZ = KOMENTUJESZ